Dzienniki 1995-1996. Metamorfozy

(Impresja. Wschód słońca nad Wrotkowem, czyli inaczej widok z przystanku o 6.52, 16.01.1996, źródło: a.b.)

Te dzienniki od poprzednich rozdziela niewidzialna granica. Nie potrafię tego wytłumaczyć, tej przedziwnej zmiany sposobu pisania i zachowania bohatera. Inaczej też je czytam: kilkoro bohaterów pozostało ważnych mimo upływu lat. Ten dziennik już bezpośrednio, jedną narracją, kombinacją wyborów i decyzji, prowadzi do miejsca, w którym jestem teraz.

To opowieść o potędze zapominania. Kasia L., której poświęcał jeszcze tyle tekstu w zeszycie 7, tutaj pojawia się jako wspomnienie dopiero na początku grudnia. Przez pierwsze strony szukam jej usilnie, czytam uważnie, ale nie, nie ma, zniknęła, została wymazana.

W styczniu znajdujemy zapis: nie łączy mnie nic z [tamtą szkołą]. Jestem dziś nowym człowiekiem. W połowie lutego uważny obserwator zapominania doda: teraz już znikły więzy szkolne (…) Kontakt z Kaśką (…) i Kaśką Wł. urwał się już na początku, we wrześniu – Marek, w październiku – Dagny, w grudniu –  K (…), Daniel, Dominika. Ta już nie mówi „Cześć”. Tylko jeszcze Beata rozmawia czasem ze mną. A więc doświadczalnie wykazuje, że relacje międzyludzkie nie są stałe, że chyboczą i że z czasem przestajemy się nawet rozpoznawać. (Długo usiłuję sobie przypomnieć kim był wspomniany Daniel, ale nie mam pojęcia). Wszystko ulega zapomnieniu. A może [te strony] powodują utratę pamięci. Bo każdy dzień życia nie jest doświadczeniem, tylko kartką.

Kiedy w kolejnym wrześniu do szkoły dołączy Kasia L., okaże się już tylko cieniem z przeszłości. Ona już nigdy nie będzie Kasią L., którą „kochałem” w VIII klasie – zapisuje autor, stawiając cudzysłów, traktując przeszłość jako rodzaj literatury. Nigdy. Tylko raz, w jednym momencie, pojawia się możliwość. Wyłącznie raz. Wtedy, gdy tańczyli razem „Always” Bon Jovi albo wtedy, gdy mógł podarować jej gazetę z hollywoodzkimi gwiazdami. Jeden moment decyduje o wszystkim, ale zauważasz to dopiero później, kiedy wybór zostaje dokonany – tak albo nie. (Próbowałem to, podobnie nieporadnie jak dzisiaj, tłumaczyć tutaj: tylko na chwilę, tu i teraz są obok siebie, a za chwilę odejdą i nigdy w życiu już się nie spotkają).

Zeszyt 8, wrzesień – listopad. Bohater okazuje się znawcą mody damskiej i prowadzi rozliczne klasyfikacje. Ocenia ostro i bezwzględnie, później się wycofuje, żałując zapisów.

Zeszyt 9, listopad – kwiecień. W listopadzie bohater jedzie do Warszawy. To ważna podróż: od tego momentu sentymentem darzy Powiśle i zimowe wieczory na Marszałkowskiej. Lubię to miasto, już oświetlone Bożym Narodzeniem, lubię tłoczne i szerokie ulice, monumentalne budynki. Za parę lat okaże się, że zmienił zdanie, ale wtedy będzie za późno: zamieszka w tym mieście.

Zawsze w czasie tych kilku dni myślę o sensie życia – zapisuje pod koniec grudnia. Por. tutaj.

Zeszyt 10, kwiecień – wrzesień. Bohater nikomu nie wyznaje miłości, zaczyna za to uciekać w dewocyjną religię. Objawia się znów jego skłonność do patosu. Po raz pierwszy z bliska napotyka Śmierć. Wówczas dochodzi do wniosku, że to koniec dzieciństwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s