Sławoj Składkowski, Strzępy meldunków, Oficyna Poetów i Malarzy 1965

 

Zastanawiałem się czy Składkowski bardziej był Misiewiczem czy Piotrowiczem. Człowiek bez właściwości, przydupas doskonały, wielokrotny minister, premier Najjaśniejszej. Dzisiejszy psycholog powiedziałby zapewne, że poczucie umiejscowienia kontroli u Składkowskiego znajdowało się daleko na zewnątrz. Bo przecież nie do pomyślenia, że dorosły człowiek może myśleć w ten sposób:

o ile Pan Marszałek jest w dobrym humorze, to meldowanie się u niego jest rozkoszą (s. 127).

Użycie wyrazów „moje dziecko” jest ze strony Pana Marszałkiem dowodem najwyższej łaski (s. 130).

Jeśli szukać przyczyn klęski trzydziestego dziewiątego roku, to jedną z nich było prawdopodobnie hodowanie i awansowanie tego typu bezwolnych jednostek. Wprowadzić policję do sejmu? Proszę bardzo! Aresztować posłów? Już podpisuję! (Panuje nad ich umysłami sklerotyczny Marszałek otoczony nimbem boskości, zakochany we własnym poczuciu władzy. Państwo to ja! Żenujący obraz autokraty, coś jak Wałęsa z czasów plażowania w Miami).

„Strzępy meldunków” pozwalają inaczej spojrzeć na dzisiejszą politykę. Składkowscy – jak zła wróżba – wracają, stają się znowu ministrami, przytakują, idą w zaparte. Ich największą zaletą jest zupełne posłuszeństwo Marszałkowi i całkowity brak zdania: cechy zabójcze dla państwa (co wiemy z mostu w Zaleszczykach).

Sam Składkowski został uczczony w sposób jak najbardziej godny tej postaci: pomnikiem w każdym gospodarstwie w kraju. Miejsce odpowiednie do zasług.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s