Do ikei ciągnął się korowód. Na czele jechał zdezelowany wartburg i kiedy go wyprzedzałem, i spojrzałem w lusterko, zobaczyłem za kierownicą jakąś przygarbioną postać. A potem był parking, walka o miejsca, wartburg zresztą sunął na tyle powoli, że mogłem o nim spokojnie zapomnieć.
Poszliśmy coś zjeść. Od razu go zobaczyłem. Tę przygarbioną postać starającą się zachować resztki minionej elegancji, męża. Obok na wózku siedziała równie przygarbiona żona. Jedli frytki, popijając herbatą, nie bacząc na harmider. Jakby udali się na sobotnią randkę, jakby wszystko miało być takie jak kiedyś, wówczas gdy wartburg był nowoczesną maszyną made in GDR.
Szturcha mnie A., patrz teraz razem zasnęli po obiedzie (26.11.2016).
