Maria Dąbrowska, Dzienniki powojenne, tom 4, Czytelnik 1997

 

Ostatni tom dzienników jest zawsze smutny, bo to ten, w którym autor umiera. Nie na listopad lektura. W tych akurat dziennikach ostatnie zdanie brzmi: w naszym życiu tak z pozoru bujnym jest za dużo pierwiastka mdłego (s. 345). Daru, o którym wspominałem w dzienniku z niedzieli, Maryjce Dąbrowskiej zabrakło i o tym jest ten cały tom.

Zupełnie inny niż dzienniki Iwaszkiewicza, w których, mimo wszystko, życie triumfuje, bo pozostaje harmonia świata. Nie wiem, co jest tu przyczyną a co skutkiem: Jarosław pod koniec życia pisze przepiękne wiersze i doskonałą prozę („Ogrody”!), Maryjka cierpi na całkowitą niemoc twórczą, ograniczając się do przepisywania i poprawiania starych dzienników.

Może z powodu braku owego daru, własną bohaterką, którą najbardziej docenia, jest Barbara, dla mnie postać antypatyczna; w uwagach do „Nocy i dni”, które przewijają się w tym tomie okazuje się być bohaterką niezrozumianą przez krytyków. Tym także zaskakuje (czy może rozczarowuje?) mnie Dąbrowska, i jeszcze kosami.

Kosy u Dąbrowskiej pełnią rolę taką jak sikorki u mnie: zapewniają światu względną równowagę.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s