Że to święto świadczyło puste miasto i wywieszona koło lidla (nie, nie pojechałem po zakupy) płachta z wysmarowanym napisem „Czołem Wielkiej Polsce!”. Czołem! – odpowiedziałem i wróciłem do pompowania kółka od wózka, bo wiecie, są rzeczy ważne i ważniejsze.
Potem była zamieć, zimna i nieprzyjemna, taka jeszcze jesienna, ale już zamieć, i myśmy w tę zamieć postanowili pójść do ulubionej kawiarni – tak jak kiedyś – i napić się ulubionej herbaty. I uciec od tego, że ciągle jest mgła (bo zamieć to jednak nie jest mgła, ale wciąż nie jest to jeszcze lawina).
Powinno być coś o ojczyźnie. Moją ojczyzną jest zła pogoda, ciągle mam ochotę uciec od niej na Południe.
(11.11.2016)
