Nie przypuszczaliśmy wtedy, szesnaście lat temu, wieczór chłodny, daleki od najcieplejszych miesięcy w historii, które nam się teraz gotują, że trafimy, koniec końców, z Dzieckiem na duże pomarańczowe łóżko w salonie. Trafiliśmy.
A. usiłuje przeciwdziałać jesieni. Pojechałbym na halę i kupił bukiet astrów, mówię. Nie jedź, zakazuje A., popływamy po salonie, więc bez końca pływamy na pomarańczowej tratwie (17.09.2016).
