Dziennik z czarną obwódką

Pakowaliśmy się rach-ciach, tak, że nawet nie zaglądałem do nekrologów. Śpieszyliśmy się, żeby stąd wyjechać tam. I teraz po powrocie, kartkuję facebooka i nagle w najkrótszą noc uderza mnie wiadomość z czarno-białym zdjęciem, aż wstaję i biegnę do A., do pokoju:

Pamiętasz jego koty, norweskie leśne? i jak przyjechał na nasz ślub? – wspomina A. Przypominam sobie jego marynowane pomidory.

Obiecujesz sobie, że jeszcze zdążysz kogoś w życiu spotkać, że jeszcze tyle możliwości, a potem wszystko jest osamotnione kiedy po raz ostatni i za późno.

(21.06.2016, noc/ranek)

Dodaj komentarz