Dziennik. Józio Feldman albo o jedzeniu rogalików

Pani w kolejce przede mną i W. spytała teatralnym szeptem: czy są croissanty? Nie było, zauważyliśmy to wcześniej i zastanawialiśmy się właśnie co zamiast. Na pufiastym parapecie przeciągało się jasnowłose dziecko, wypisz wymaluj, Józio (tutaj Józia) Feldman Wyspiańskiego.

Pytanie było na tyle głośne, że z parapetu podniósł się krzyk: kup mi cloissanta! Pani spojrzała na nas z zaniepokojeniem. Cóż mogliśmy poradzić? Logalik, logalik! rozlegało się teraz w kawiarni. Oczy Józi Feldman błyszczały z niecierpliwością.

Kiedy wychodziliśmy z kawiarni, Józia piła mleko z filiżanki do espresso. Sytuacja została na chwilę opanowana. Z dzieckiem jedno jest pewne: jedynie na chwilę.

(08.02.2016, pogodnie)

 

Dodaj komentarz