Wchodzimy do sadu. Wszystkie ławki zajęte. Staruszkowie po troje, czworo. Patrzą zza nasuniętych na nos okularów, debatują, czytają. Pod jabłoniami grają w szachy. Po alejkach przechadzają się o kulach. Dzieci jedzą drugie śniadania.
Taki tłum szczęśliwych, to musi być przedsionek (03.10.2015).
