(Piszę to ja, autor bloga, miłośnik cudzych listów i listów własnych. Ten, co codziennie sprawdza skrzynkę pocztową, wyjmując z niej pizzę albo lepszy internet).
„Listy niezapomniane” są pedantycznie wydane. Wydawca zadbał nawet o opis użytych w druku czcionek. Jednak kiedy usiłowałem przeczytać kilka z nich A., nagle okazało się, że większość z nich (może poza uroczą korespondencją specjalisty od marketingu zup Campbell z Andy Warholem) jest przeraźliwie smutna, okropnie patetyczna lub obrzydliwie banalna. Ma się wrażenie, że amerykański redaktor zbioru stoi na stanowisku, że list pisze się w obliczu śmierci. Nie mogę się na to zgodzić: listy są przede wszystkim zapisem życia. Owszem porusza mnie, gdy zamarzający Scott zostawia w namiocie list dla przyszłej wdowy, ale korespondencja to przede wszystkim zapis relacji między ludźmi, najlepsze świadectwo przyjaźni, a nie rodzaj nekrologu!
I w listach, które kupuję i czytam, najbardziej fascynują mnie te malutkie fragmenciki, z których składa się ludzkie życie, przyjaźń, miłość, te szczegóły zmiennych nastrojów, spotkania drugiej osoby, a nie patetyczne momenty, kiedy już koniec. Chciałbym zbioru listów o życiu, a nie o śmierci.
Mam nawet własne propozycje do polskiej wersji takiej książki:
Szanowny Panie! Uwielbiam Pana. Każdy wiersz Pana jest dla mnie objawieniem. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o ocenę moich utworów. Nic nie wiem (…) Póki Pan nie wyda swojej oceny, nic nie wiem o swoich tworach (…) Z szacunkiem. Zawsze Pana kochający (Miłosz do Iwaszkiewicza, listopad 1930)
Najdroższa Nini: Nie śmij jechać tera do Górek i koniec. To byłoby okropne (…) Mowy o Górkach nie ma. Opsypię Cię pieniędzmi. Będziesz jeść same pomidory. Będę chodził z Tobą do kina, tylko nie opuszczaj mnie. Upiłem się tylko dlatego, aby przestać palić (…) Strzelam, jeśli Górki (Witkacy do żony, wrzesień 1929)

1 Comment