Dziennik. Odmiany

 

(Siedem miesięcy zapisu dzień po dniu. Jakaś cholerna potrzeba udostępniania siebie innym, przy tym graniczące z pewnością przekonanie, że ja interesuje nie innych, ale właśnie mnie. A może to jednak jakaś literatura?)

Pewna odmiana w porządku tygodnia. Po porannym bulgotaniu, usiłowanie parkowania na słońcu (w okolicy policjanci dokonują oględzin miejsca zderzenia dwóch rowerzystek), omyłkowe śniadanie a potem już sobotnia ramówka. 

– Lalki – zwraca się ten od poziomek z podbitym okiem do dwóch zrzędliwych pańci – nie macać malinowych! Szuranie z oburzenia. Dla wzmocnienia efektu dodaje: słonki! Ale chodzi mu o mnogą od słonka, a nie od bekasów. Kupujemy te poziomki, posłusznie nie macamy żadnych malinowych ani gargameli, bawolich serc nie ma. (Od kiedy chodzimy na halę, poszerzyliśmy swój słownik o szereg odmian. Dzielimy na odmiany pomidory i czereśnie, a nawet bazylię. Przedtem tylko na kolory albo na wielkości.)

Kiedy my tak w kolejce, Włoszka z mapą poszukuje wśród straganów męża. Angelo, dove sei? woła, dłonie w trąbkę. Angelo nie wraca. Mapy o dużej skali nie chronią przed zagubieniem się pomiędzy malinowymi (31.07.2015).

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s