Topią się w korkach auta i autobusy. Rozpływają się piesi. Prudential macza się w kałuży. W tym zatopionym mieście wsiadam do tramwaju. Przy oknie siedzą jak porcelanowe (ta porcelana tutaj oznacza dyskretną elegancję, a nie bladość czy kruchość) lalki: matka i na kolanach córka. Rozmawiają zwyczajnie o przedszkolu i sukienkach na wesele cioci. Niepostrzeżenie przy Hali następuje zmiana. Jedne samogłoski zmieniają się w drugie. Szelest słów twardych jak zaklęcia. Teraz porcelanowe rozmawiają zwyczajnie, ale po węgiersku.
Jak one się nie gubią pośród gramatyk? Jak przekraczają niewidzialną granicę? (19.05.2015)
