Charlie LeDuff, Detroit. Sekcja zwłok Ameryki, Czarne 2015

(Weegee, „Children on Fire Escape”, 1938, The Metropolitan Museum of Art.
© Weegee / International Center of Photography,
źródło: http://www.metmuseum.org/collection/the-collection-online/search/263656)

LeDuff nie napisał reportażu. Napisał mięsistą i soczystą opowieść rodem z czarno-białego dreszczowca albo komiksu. Motyw wykorzystany już wielokrotnie: do rodzinnego miasta po latach wraca Sprawiedliwy. Zastaje miasto przeżarte korupcją i zbrodnią, jego wywalone bebechy cuchną, Zło czai się w mrocznych zakamarkach. To ponury pamiętnik reportera, który wraca do domu, a ten dom nie przypomina już tego, który kiedyś miał (s. 14). Sprawiedliwy musi stawić czoła Złu. On jeden, nieważne, że jest tylko dziennikarzem z żoną i córeczką. Akurat trafia się sprawa zabójstwa prostytutki Truskaweczki. Po pustych arteriach wyją radiowozy. Jeśli powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. B jak Batman.

Proza LeDuffa zasługuje na ekranizację. Doskonale wpisuje się w ten nurt opisywania dekadencji, który można obserwować już w latach dwudziestych XX wieku. Nieprzypadkowo powyżej zamieszczam zdjęcie Weegee’go. Jego fotoreportaże ze zbrodniczego Nowego Jorku mają w sobie ten sam klimat, co późniejsze o ponad pół wieku historie LeDuffa z upadłego Detroit.

Zdania z książki można wypisywać bez końca. Jedno, dotyczące zawodu dziennikarza, już zrobiło karierę na stronach społecznościowych, bo one są po prostu atrakcyjne – krótkie i celne:

Jestem reporterem. Pijawką. Kupczę nędzą i cierpieniem. Dla nas, reporterów, złe rzeczy są dobre. Jesteśmy jak kolekcjonerzy martwych ciał (s. 28; lubię tę umiejętność spojrzenia z dystansu, tę cechę, której polskim tuzom reportażu czasem nie zbywa). Albo: Była idealnym wcieleniem (…) polityka obecnych czasów. Była przekarmionym błaznem, tuczącym się na koszt państwa, od którego chudnącego ciała coraz bardziej odstają żebra (…). Klauni zapewniają sprzedaż nakładu (s. 75, przyznam się, że wyciąłem słowo amerykańskiego).

Nie jestem przekonany czy – tak jak chce tego autor – z książki o Detroit można wyciągać wnioski dotyczące upadku innych miast, Ameryki, czy całego kapitalizmu. Zamiast podręcznika urbanoapokaliptyki wolę czytać LeDuffa ze smakiem, tak jak się ogląda dobre stare filmy z czasów poprzednich upadków. Spencer Tracy wyciąga właśnie kolta zza pazuchy.

1 Comment

Dodaj komentarz