Powołanie to nie plany lub fantazje, to przyjąć z miłością własne życie (z dominikańskiego kazania).
W ramach przyjmowania z miłością, poszliśmy po kościele na sernik. Było już dosyć późno, dziewiąta, co by powiedziała moja hospitalizowana dietetyczka, ale ten sernik (nowy w ofercie, jogurtowy z granatami) miał być dobrym podsumowaniem dnia.
Kusi mnie coraz bardziej opisywanie szczegółów: spotkań, rozmów, dzisiejszego spaceru z K. po Starych Bielanach (wiewiórka i sójka do listy zwierzątek oraz kot na Płatniczej), widoku z kawiarni na kościół świętego Zygmunta. Ale życie należy przyjmować, a nie opisywać. Życie to nie proza. Proza jest tu.
Wzięliśmy dwa kawałki. Schowaliśmy się na antresoli. Obok na kanapach wylegiwały się wirtualne Holenderki. Przyjąć z miłością własne życie, nawet jeśli zemdli (26.04.2015).
