Dziennik. Wietrznie, wiecznie

(źródło: tumblr.com)

(Wcale nie jest łatwo sprostać postanowieniom pisania dziennika z życia, które w sumie jest dosyć banalne1).

Obudzili się. Noc średnia. Wiał halny. Halny wielkich nizin, taki co to się może rozpędzić od Uralu i będzie pędził aż go zatrzyma jakiś Harz. Tutaj na Nizinie z mętną rzeką taki halny to ma używanie. Na naszym balkonie też ma używanie. Jedna tylko modraszka, tego ranka, usiłowała dziobać ziarnka. A bujało ją, huśtało, unosiło, ale ona nie dała się podmuchom. 

Taki halny jak wieje nad Wa., to i witamina D nie pomaga. Ksiądz w kościele widać też nie był odporny, bo kazanie poświęcił konaniom, zachęcając do zakupu książeczki do nabożeństwa, z której modlitwy potrafią przerwać agonię. Obrazowo to mówił a halny nie ustawał. Trochę mniej wiał przez chwilę, a potem uderzał z nową oduralską prędkością i jeszcze wył. Kontynuował, gdy wieczór spędzali na ładnym Żoliborzu.

Tymczasem gdy tak wiał tu w Wa., w wiecznym mieście Anita Ekberg wstąpiła do wiecznej fontanny (11.01.2015).

_______

1 O banalności życia, cytując film „Boyhood”, pisałem tutaj.

Dodaj komentarz