Z jednej strony miał wysoko i kuso kończące się nogi, z drugiej – dżinsowy tyłek. Ten akurat nieco wyżej, bo jego posiadaczka stała na schodku. Gość ledwie co załadował się do autobusu i teraz nie wiedział, co zrobić z oczami. Ani w dół je, ani w bok. Wybrał sufit. Wodził oczami po żółtych uchwytach. Drzwi domknęły się cudem. Był w pułapce.
Nieładnie jest obserwować cudze zawstydzenie, pomyślałem, obserwując. Sam zresztą powinienem wpychać się do tego autobusu, ale książka by się nie zmieściła, czytać niewygodnie. Zostałem na przystanku.
