Zbigniew Herbert, Węzeł gordyjski oraz inne pisma rozproszone 1948-1998, Biblioteka „Więzi” 2008

Mam w szufladzie biurka parę książek z wyprzedaży w „Więzi”. Wyciągnąłem teraz drugi tom „Węzła gordyjskiego” Herberta (zostawiłem w biurku pierwszy). Dziwnym zbiegiem okoliczności najpierw natrafiłem na opis podróży do Kazimierza z lat pięćdziesiątych. Pierwsze spostrzeżenie: wycięli drzewa. Do Kazimierza jedzie się z Puław zielonym tunelem. Gdzie się podziały odwieczne topole?

Nie tylko to się zmieniło.

W szkicach literackich pełno jest wiary w humanistykę, w przetrwanie filologów klasycznych i w wagę poezji. Herbert relacjonuje wieczory poświęcone „Iliadzie”, na których tłum taki, że usiąść się nie da. Bardzo uważnie recenzuje wydania, zwracając uwagę nawet na czcionki i ilustracje (Kant w nakładzie dziesięciu tysięcy!) Apeluje o gazetę dla młodych poetów. Kogo dzisiaj w tak intensywny sposób interesuje kultura?

Kaję Malanowską, która zarabia za mało, bo czytelnicy nie poznali się na jej dziełach i ma do nich o to żal, wielki żal nad sobą? Michała Witkowskiego, który zarabia za dużo i zajmuje się kreowaniem swojej ciotowatości, bo to jest takie modne?

Właśnie czytając Herberta, odczuwa się najbardziej, że tamten świat przepadł zupełnie. A. zauważa, przeglądając stare żurnale, że ludzie kiedyś byli eleganccy, ubierali się w sposób wysmakowany i to bez względu na swoja przynależność społeczną. Więc to może nie humanistyka obumarła, ale smak? Dobry smak?

(Dopisane: o pisaniu listów i o użalaniu się nad sobą w stylu malanowskim por. tom II, s. 161)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s