Michael S. Neiberg, Taniec furii, Wyd. UJ 2013

1.

Zamiast pisać o tym jak zły jest Putin, jak świetny nowy rząd w Kijowie i jak bezprawny Krym (którego parlament sprytnie powołuje się na wyrok MTS w sprawie Kosowa, który nam się wtedy podobał a dziś nam się – kargulowym prawem – nie podoba), czytam o tamtej wojnie, Wielkiej Wojnie sprzed stu lat.

Szukam analogii. Wojna w naszym stuleciu! To było nie do wiary (s. 98).

Neiberg jest tylko wprowadzeniem, przyczynkiem (nie jest też dziełem wybitnym). Odnajduję więc najpierw korespondencję dyplomatyczną. Belgijskie depesze pełne uniżonych zdań, coraz bardziej nerwowo z lipca w sierpień. Willi w Berlinie pisze do Nikiego w Moskwie i każe pozdrowić Alix, ostatni raz tak serdecznie w marcu. Później odkrywam, że są całe strony wypełnione żołnierskimi listami i wspomnieniami. Dzień za dniem, w coraz bardziej beznadziejne okopy, ale mimo to śpiewaliśmy kolędy i z Kanady przyszły paczki, będę musiał odpisać. (Niestety mało opisów jest z frontu wschodniego, z masakr prowadzonych w Beskidzie Niskim i na Wyżynie Lu., dużo więcej z Belgii i Francji. Neiberg w ogóle tę część świata pomija).

Dwie perspektywy. Ta zwyczajna, o której pisze Neiberg, i ta – równie fascynująca – perspektywa wielkiej gry toczącej się pomiędzy kilkunastoma dowódcami i ministrami, rozstawiającymi armie jak zabawki. Ciekawy byłby jej opis w ujęciu psychologicznym (pewnie jest, ale nie udało mi się znaleźć).

Tymczasem wybucha wojna i nawet Freud wpada w stan liminalny (jak to określi później Turner). W tym miejscu zacytuję, z książki, opis tego stanu autorstwa Stefana Zweiga: wszyscy zostali wezwani, aby zlać swoje nieskończone jestestwa w rozżarzoną masę, gdzie zostaną oczyszczone z wszelkiego egoizmu (s. 129).

Teraz powrócę i jeszcze raz poczytam doniesienia z Ukrainy od początku lutego.

2.

(Nawet A. mi mówi, że to pisanie hermetyczne.)

Najpierw są politycy. Mają niecne sprawki, ale to mali ludzie. Zwykle się im wybacza. Potem jest gorączka. Patos, nadużywanie wielkich słów, Bóg, honor, ojczyzna (to ten moment, w którym tylko nieliczni nie ulegają emocjom i próbują trzeźwo pisać, reszta wpada w zastawione przez polityków sidła: wierzy w wielkie słowa, porywa ich patetyczny entuzjazm). Potem okazuje się, że jest inaczej, że za wielkimi słowami kryje się krew i błoto. Oszukali po raz kolejny. Wojna znieprawia ludzi, brutalna siła nie wie już, co dobre, a co złe (s. 215). Pamiętajcie, zawsze zaczyna się od wielkich słów!

3.

Dzień czytania cyfrowych kopii dziennika i listów Alana Seegera. Ten obraz, gdy brną z patrolem przez pole miękkich ciał ciągle stoi mi przed oczami. I to, że listy urywają się nagle. (I te listy niemieckich żołnierzy takich samych, jak ci po tej stronie frontu). Bezsens wojny wywołanej przez dwunastu mężczyzn. Sto lat temu urządziliśmy sobie w Europie Rwandę.

Kolejny cel podróży: Ypres, Belgia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s