Tydzień trylogii Munro.
Czytamy teraz oboje, symultanicznie z A. Odczytujemy inaczej, to znaczy proza też ma płeć. A. jest dla Rose wyrozumiała, odkrywa w niej uczucia, których ja zupełnie nie widzę, jest dla niej pobłażliwa. Gdy rozmawialiśmy wczoraj o Munro okazywało się, że tekst mówi nam obojgu zupełnie inne rzeczy. Bo ja inaczej: Rose wydaje mi się naiwna, niezdecydowana i niepotrafiąca wziąć za życie żadnej odpowiedzialności. Opowiadanie „Fatum” pokazuje jak przedmiotowo traktuje własną córkę, skupiona wyłącznie na własnych pragnieniach. Chodzące rozedrgane libido.
Moja ocena jest niesprawiedliwa, może czytam nawet Munro wbrew Munro. Właściwsza jest interpretacja A., bo przez całą fabułę widać jak się zderzają dwa światy: męski i kobiecy. Tyle, że to wyzwolenie z ograniczeń narzucanych przez mężczyzn (jak choćby w miasteczku z „Dziewcząt i kobiet”) prowadzi do kompletnego zagubienia się w rzeczywistości, czego najlepszym przykładem jest ponury żywot Rose. (A czy to tytułowe fatum to nie jest jakiś dziwny bóg porządku?)
(Co dzieje się w umyśle autora bloga, że do takich wniosków dochodzi?)

1 Comment