Wylewa się słońce na przybrudzony chodnik. Chińczyk wręcza barmance dwieście złotych napiwku. Za szyję łapie jeszcze mróz z minionej zimy, ale już słychać świergot.
I chce się czytać Edwarda S.: od dawien dawna znak, że przyszła wiosna.
(No i w końcu wpadł, on też, w patos.)
–
Jest ciemny wieczór. Handlary spod Mirowskiej ciągną swoje wózki dwukółki. Tragarze. Światło czerwone, chłopak jakiś przebiega Jana Pawła. Patrzy za nim przekupa w okularach przeciwsłonecznych i woła opryskliwie: Daltonista pier…..ony!
(Ale pokonał on ów patos.)
