Dziennik (25/02/14)

Wylewa się słońce na przybrudzony chodnik. Chińczyk wręcza barmance dwieście złotych napiwku. Za szyję łapie jeszcze mróz z minionej zimy, ale już słychać świergot.

I chce się czytać Edwarda S.: od dawien dawna znak, że przyszła wiosna.

(No i w końcu wpadł, on też, w patos.)

Jest ciemny wieczór. Handlary spod Mirowskiej ciągną swoje wózki dwukółki. Tragarze. Światło czerwone, chłopak jakiś przebiega Jana Pawła. Patrzy za nim przekupa w okularach przeciwsłonecznych i woła opryskliwie: Daltonista pier…..ony!

(Ale pokonał on ów patos.)

Dodaj komentarz