Pierwszy medal zdobywam między sukienkami w t., posłusznie krok za krokiem idąc za A. ze wzrokiem wbitym w ekran. Drugi o ułamek punkta, kiedy pani w c. wybija mi na kasie dwadzieścia siedem złotych.
Niemniej, ja nie o dwóch medalach. Chciałbym za to o dwojgu kelnerów, którzy – też w różnym czasie, miejscu – podawali dziś nam obiad oraz leguminy. Ich głos uprzejmy, moje ślinianki, pies Pawłowa, zwyczajne bohaterstwo.
