Wstaję i nie mogę sobie przypomnieć jak ma na imię Paradowska, której słowa roznoszą się w kuchni. Dopiero przy obieraniu jajek, budzę się na dobre i słyszę jak wewnętrzny głos podpowiada: „Janina”. Spóźniam się umiarkowanie, ale idę uważnie, przypatrując się głowom i stopom w oknach, zaglądam do kubeczków w kawiarni na rogu, piję ciepłą mleczną kawę na zimnie.
(pauza, poniżej wpis o charakterze publicystycznym)
Cielę z dwoma głowami. Przeczytałem powtórnie tytuł i tak, o tym właśnie pisali. Cielę z dwoma głowami. Jak ciekawostki w starych kalendarzach wydawanych ku uciesze gawiedzi jeszcze za króla Stanisława Augusta (ładne wydanie z lat siedemdziesiątych czytałem w dzieciństwie). Prasa zatoczyła koło i oto się narodziło (w Nowej Zelandii) rzeczone cielę. Wiadomość dnia, na głównych portalach. Muczy na dwa głosy. (Tymczasem na portalu trzecim – zażarta dyskusja, wróż broni standardów zawodu wróżki.)
(powrót do głównego nurtu narracji)
W żołądku miał kawę wymieszaną z czekoladą. Wyszedł, czekał, wisiał nad nim pałac i cudzoziemcy rozmawiali nieziemskim głosem. Miasto było wyjątkowo nieprzychylne, autobus uciekł. Tylko gniazdka takie jak wiele lat temu w cukierni na Montażowej. Przypatrywała mu się jak wpatrywał się niebieski ekran. Dziecko w szaliku w niemiecką flagę. Pierzyna na murze cmentarza. Pomyślał, że zawsze sobie wyobrażał na tym fotelu, że tak głowę myje tylko jemu, ale przecież u fryzjerki, to był pierwszy tydzień stycznia. Dzisiaj już połowa. Napiłby się dobrej herbaty.
(uwaga końcowa luźno związana z tekstem)
Po co właściwie to zapisywał? – zastanawiał się stawiając kropkę.
