Fikcje 4

Pewnego czwartku dotarł na kraniec internetu. Klikał, wciskał, przesuwał, naciskał, przyciskał, ale nie było dalej nic. Prawie jakby stanął na żółwiu, który podtrzymywał płaską Ziemię.

Kraniec internetu przypominał jego początek. Okna otwierały się coraz bardziej, w oknach okna, w tych oknach w oknach okna, i tak dalej, dalej, ale wcale nie do nieskończoności. Dalej nie było nic, po prostu brzeg, krawędź, tak sobie właśnie wyobrażał (bo między wyobrażeniem a rzeczywistością tam, po drugiej stronie monitora, nie ma żadnej różnicy).

Pewnego czwartku stanął nad przepaścią. Ledwo co się chwycił backspace’a, bo już by go zupełnie nie było.

Dodaj komentarz