Dz.U. Pictures presents „Papusza”

(źródło: wyborcza.pl)

„Papusza” to nie jest film, raczej wielki album z pięknymi zdjęciami. Każda scena to jego jedna strona. Do kogo tam nie ma nawiązań? Diane Arbus, Sally Mann, Walker Evans, a te krajobrazy jak z Edwarda Hartwiga. Ogląda się w estetycznym uniesieniu, podziwiając grę światła i cienia albo ziarnistość obrazów. Takie monochromatyczne nabożeństwo. Ale zupełnie inne niż „Ida”: oszczędna i modernistyczna w formie, bliższa Franceski Woodman.

(Ale, ale, miało być o filmie, a nie o popisywaniu się znajomością fotografików).

„Papusza” to nie jest biografia. Pozostając przy albumach, to taki rodzinny nieuporządkowany album: za każdym zdjęciem kryje się jakaś scena, jakiś gest znany tylko najbliższym a naprawdę tylko fotografowi. Tak porozdzielana fabuła przestaje mieć znaczenie, pewnie dlatego A. twierdzi, że film się dłużył. A to nie był film, to coś innego, zapis pamięci. Poemat symfoniczny (pierwsze skojarzenie, jakie się we mnie pojawiło).

Piękne w „Papuszy” jest to, że jest po romsku i że wzięli w niej udział prawdziwi Romowie. Lista aktorów oczarowuje imionami: Szanela, Isaura, Walentino. (O ile relacje polsko-żydowskie zostały w Polsce już nieco odczarowane, o tyle stosunki polsko-romskie wciąż naznaczone są uprzedzeniami i agresją, że wspomnę obrazki i dowcipy na internetowych forach.)

Pięknie gra w „Papuszy” młoda Papusza: Paloma Mirga. Obok słusznie docenianej Jowity Budnik, jej również należą się wielkie słowa uznania. To zdjęcie powyżej ma w sobie niezwykły ładunek dramatyzmu. No i wreszcie ktoś sfilmował Juliana Tuwima jakby żywcem wyjętego z 1952 roku.

Słowa klucze: papierosy, piórko, harfa

(3,5/4,0)

 

(źródło: wyborcza.pl)

Dodaj komentarz