On grał kiedyś Pana Dulskiego. Ilekroć go spotykam pochylonego, spacerującego po Krakowskim, myślę czy już dotarł na kopiec.
Na światłach stoi kanapka z subwaya. Ma wielkie oczy i mokrą sałatę.
Od ściskania pora w samie, pachną mi ręce warzywami. Dziś krem z marchwi.
