Dz.U. Pictures presents „Biedni ludzie”

Fabuły nie pojąłem. Ciężko zrozumieć skąd i dokąd przemycają, gdzie i jak można zarobić. Reżyser, scenarzysta i producent w jednym nie ułatwia, krojąc film na części i rozmieszczając je niechronologicznie (tzn. ostatnia jest wstępem). Może dlatego czasem sen w oczy, mimo że kawa przedtem.

Zamiast śledzenia fabuły skupiłem się zatem na reporterskim opisywaniu życia codziennego. Tyle fantastycznych szczegółów! Jedzenie pokazywane tak, że bardzo szybko ssie w żołądku. Nawet scena mycia zębów etnograficznie ciekawa. Jakby nagle znaleźć się w wieczornym Wutaishanie albo pośród hutongów Pekinu (Kobieta w piżamie!) Tymczasem rzecz dzieje się w miasteczku na granicy tajlandzko-birmańskiej, a tytułowi biedni ludzie to przemytnicy i przemycani.

Głównymi bohaterami jest dwójka nieudaczników. Nie wychodzą im ani interesy, ani przemyt, ani usiłowanie bycia gangsterami. Trochę przypominają młodzieniaszków z Pragi albo Maklakiewicza i Himilsbacha. Palą jednego za drugim (świetne tłumaczenie w napisach: Masz fajka?), dodając do tytoniu tabletek, z których nie będzie amfetaminy. Gdyby nie to, że dramat blisko, ta opowieść byłaby farsą. (Przetworzenie częstego w kinie motywu dwójki wspólników, przyjaciół: skojarzenie z „Pulp fiction”).

Słowa klucze: Lew Tołstoj, durian, amfetamina (przypadkowo te słowa to właściwie też tytuły części filmu), koszula w kolorowe kwiaty

(2,0/3,0)

1 Comment

Dodaj komentarz