Spacer w nastroju kryminalnym:
Ten na Chmielnej jest sobowtórem znajomego, pewnie go przysłały tajne służby, żeby się podszywał, na fałszywych dokumentach wystawiał faktury. Nawet jego żona podobna do tamtej żony.
Tymczasem lody kupują płatni zabójcy. Jeden mówi po polsku, pewnie rezydent. Denerwuje się, że nie ma jak krew malinowych. Ten drugi nie mówi. Dziś zjada trzy gałki, jutro ustawi celownik optyczny i trach. Pełna dyskrecja. Ktoś tego wieczoru na kolację otrzymał martwą rybę.
Wreszcie pod uniwersytetem ta niby-żebraczka. Każdy widzi jak uważnie patrzy. Lustruje nagabując o parę groszy. Nie wiadomo: emerytowana agentka wywiadu czy szpion jakiejś mafii. Tak niewinna w swojej starczej pozie, że nikt nie podejrzewa detonacji bomby.
