Nieudany poranek, powietrze rześkie, wieje Kampinosem. Widziałem jak autobus znika za zakrętem. W drugim unosi się starość, i alkohol. Oddycham ustami, nie mogę czytać. Bardzo ładne słońce od metra na okolicznych placach. Mogłem jechać rowerem, ale jak przekładać kartki, jednocześnie dzwoniąc na przechodniów. Zamykam się w izolatce na pustym piętrze. Niepokojące milczenie drukarek.
Śni mi się, że wypoczywam w termach. Miła pani w kasie, gdzie kupuję bilet (30 zł za osobę plus 20 za poduszeczki do nauki pływania), mówi tu – po prawej – jest głęboko, a tu – po lewej – płytko. Ten brodzik czeka na pana. Czeka na mnie a ja nie mogę dostać się do szatni.
