Mirosław K. jako typ idealny polskiego polityka

Obiecywałem sobie, że o polityce nie będzie. Są jednak takie momenty kiedy polska polityka pokazuje swoją twarz. Ma twarz marszałka województwa podkarpackiego. (Przyłączam się do nagonki? Ależ ja nie o nim piszę. Piszę o tych wszystkich, których nie pokazują w telewizji.)

Przypatrzcie się dobrze czy gdzieś go nie spotkaliście. Ja kilkakrotnie: pojawiał się pod różnymi nazwiskami w różnych urzędach, wybrali go, bo miał kolegów w kierownictwie, bo obiecał znajomym etaty, bo nie było gorszego do wybrania. Miał dwie wątroby – stwierdziłby R. Tego zatrudnił, tamtemu podpisał dotację, ów wygrał – dziwnym trafem – przetarg. Zmieniały się koalicje a on był. Nigdy nie czuł wyrzutów sumienia. Na mszach za ojczyznę zawsze w pierwszym rzędzie.

Tylko kiedy robił kolonoskopię, proktolog się zdziwił, że w dupie ma Polskę.

 

(zarówno ramka jak i sposób pisania podkreślać mają zły smak.)

1 Comment

Dodaj komentarz