Celem żmudnego zapisywania obejrzanych filmów, przeczytanych książek, sztuk teatralnych, na których się było, jest ogromna ochota niezapomnienia. Trzymam się, że nie mija a mija. Kataloguję zdarzenia, układam je tytułami, żeby później przypomnieć sobie, ale sobie nie przypominam. Tytuł jest, ale pod tytułem nic, więc sposób katalogowania zmieniam, poszerzam, dopisuję, żeby nie minęło. Mija nadal.
Nadałem swojemu katalogowaniu formę najmniej trwałą, bo nierzeczywistą. Rzędy zer i jedynek, które jednym przyciskiem już nie istnieją. W czasach, kiedy biblioteki palą się równie szybko jak ciała, nie da się oszukać nietrwałości.
I to robienie zdjęć ciągle. Robienie i niewracanie, bo nie pamiętam. Kolekcjonowanie chwil i ich zapominanie.
Kiedyś myślałem, że mam talent. Osiągnę coś i będę w wielkiej encyklopedii, tej z trującymi grzybami na wyklejce. Przeżyłem już encyklopedię. Nie będę w encyklopedii, bo nie ma już encyklopedii. A talentu nie mam.
Chodzi tylko o rzeczy proste. Jak najczęściej oddychać, nie być pewnym. Łapczywie i lubieżnie dzisiaj być.
