Dziennik (14/03/13)

 

Do tej księgarni dawno nie zachodziłem. Trzeba wejść do podziemia. Ten uroczy zapach papieru i snów. Tyle książek. Rzadko mnie dopada upiór posiadania tak jak tu. Chodzę i obmacuję
grzbiety, wdech i wydech, czule opuszkami po obwolutach.

Południe. Jest wyjątkowo pusto i cicho. Sprzedawczynie przechadzają się pomiędzy regałami jak doglądający róż ogrodnicy.

Dobrze słychać ich teatralny szept, nie wiadomo o kim: to jest nimfomanka.

Kościół przed nabożeństwem składa się z kaszlnięć, odkaszlnięć i tonów obcasów.

Nagle jakaś kobieta wybiega i krzyczy: Buenos Aires!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s