Styczniowe (odc. 3)

Witkacy rano wstawał, robił gimnastykę, po czym kładł się do łóżka i czytał lektury cięższe: filozoficzne. Czwarty tom listów wymaga większej uwagi niż poświęcone im uprzednio cztery wersy. Zawiera bowiem coś, czego przez poprzednie trzy tomy brakowało: odpowiedź. Wypowiedź adresatki listów nie jest im współczesna, ma raczej charakter pamiętnikarskiego wspomnienia, sporo w niej goryczy. Mimo to jest doskonałym domknięciem ponad tysiąca dwustu listów, przedziwnego narcystycznego monologu.

Kwestia miłości w czwartym tomie komplikuje się. Oprócz żony i kochanki pojawia się ta czwarta (trzecia? jak się liczy kochanki?). Całą intrygę chyba najlepiej puentuje Najdroższa Nina w swoim wspomnieniu, choć przemawia przez nią wyrzut wobec tej trzeciej. Co ciekawe, Witkacy formuły Najdroższa używa w stosunku do wszystkich trzech. Przychodzić do fryzjera z dreszczykiem, czy nie zemści się w końcu brzytwą.

Witkacy z lat 1936-1939 raczej nie koi. Z listów wyłania się człowiek coraz bardziej osamotniony w swoim przeczuciu końca. Chwilami obrazki jak z „Pożegnania jesieni”. Coco i błyszczący śnieg.

*

(Do s. 75) Teraz Oriana Fallaci. Już po pierwszych stronach wiem, że „Wywiad z władzą” lepszy jest od bardzo dobrego „Wywiadu z historią”. Narracja wstępu znana z „Kapelusza”. Do tego niesamowity wprost esej o władzy, który mógłby być lekturą dla każdego, kto o władzę się ubiega, do władzy dąży.

Podobnie poruszająca jest krytyka rewolucji jako zachodniego dogmatu (s. 37). Fallaci po raz kolejny wskazuje – a nie pamięta się o tym na prawicy i zapomina na lewicy – że nie istnieje ludzkość, istnieją pojedyncze osoby ze swoimi dramatami i dylematami.

Tylko taka perspektywa pozwala uchronić się przed dyktaturą wielkich pojęć i wielkich sloganów. (Dlatego powinniśmy opłakiwać ofiary MS „Wilhelm Gustloff” a nie porównywać ich z naszymi.)

Autorstwa Fallaci reportaż z Iranu po rewolucji islamskiej – niesamowicie drapieżny.

(Do s. 255) Zarówno relacja z podróży do ogarniętego szaleństwem Iranu, jak i z wizyty u szalonego Kaddafiego są reporterskimi majstersztykami (zwracam na nie uwagę autorowi stosownego bloga!).

Z rozmów, które wypełniają drugą część „Wywiadu” chyba najbardziej porusza ta z palestyńską terrorystką. Sytuacja dokładnie jak z filmu „Zamach”, tylko że dziejąca się naprawdę. Wywiad z osobą, która z zimną krwią zabija niewinnych ludzi w supermarkecie, bo ukąsiła ją ojczyzna. Warto zwrócić uwagę na didaskalia Fallaci i jej tezę o kobiecym terroryzmie jako sposobie wyzwolenia się ze zdominowanej przez mężczyzn kultury.

(Do s. 417) Teraz powinienem sięgnąć po wywiady Torańskiej z tomu „Oni”, chociaż w tomie Fallaci pozostał mi na deser Lech Wałęsa i Mieczysław Rakowski. Ciekawość. Już poprzednio obawiałem się wywiadów z włoskimi politykami i oczywiście zupełnie bez potrzeby. Świetnie wyciąga z nich ich wyznania, ich słabostki (jak choćby snobizm Malagoldiego). Aż czuje się ochotę na taką wiwisekcję polskiej władzy.

(Wałęsa) Właściwie tego się bałem. Oriana mimo wszystko jest urzeczona, ale sama rozmowa z marca 1981 r. odsłania słabe punkty przywódcy „Solidarności”. Opowieść Wałęsy jest po części opowieścią barona Munchausena, przez którego przemawia buta i egocentryzm, tudzież cicha pogarda dla intelektualistów (pogarda, która w pełnym świetle pojawi się w czasie wojenki na górze). Wywiad jest przeprowadzany w mieszkaniu, Wałęsa mówi o obecnej w nim żonie w sposób nieco lekceważący. To on jest tu panem. Dopiero książka Danuty Wałęsowej, wiele lat później, przywróci odpowiednie proporcje.

Przygoda Wałęsy z władzą (ta dziesięć lat po wywiadzie) świetnie uzmysławia, że już we wstępie Oriana miała rację: nawet kierownik pociągu staje się arogancki, kiedy uświadomi sobie, że ma władzę nad pasażerami.

(Rakowski) Najbardziej zdziwiło mnie to, że ten wywiad jest dla mnie wstrząsający. Dzisiaj czytany stanowi jedną, wielką krytykę PRL, o tyle wiarygodną, że wypowiedzianą ustami peerelowskiego prominenta w celu zupełnie niekrytycznym. Rakowski nie był głupim człowiekiem, ba, był inteligentem, jednak to, co mówi jest najczystszą formą totalitarnego myślenia (to samo zapewne mógłby powiedzieć w 1974 r. chilijski pułkownik Contreras i im podobni).

Każdy przypadek był ważny dla człowieka, który cierpiał, ale dla całości nie miał znaczenia Ponieważ w polityce jednostka się nie liczy (…) Wolność, wolność, wolność! Co to za wolność, która nie daje nic do jedzenia? Wolność należy rozumieć w zależności od sytuacji, od warunków.

Łże Rakowski zachodniej dziennikarce a że łże wiem to, bo nie można było czytać dowolnych książek, nie można było podróżować, wyjechać i wrócić.

I jedna scena. Od razu przypomina się bal z „Rozmów kontrolowanych”. Jest 12 grudnia 1981 roku. Rakowski wie, co się zdarzy o północy. Wieczorem wybiera się na przyjęcie tak zwanego establishmentu. Nie ma wyrzutów sumienia, musi tylko wymknąć się jak Kopciuszek, żeby zdążyć.

Noc, w której nadleci Wroniec. Obrzydliwa postać.

Dodaj komentarz