Okoliczności: kino „Praha”, zimno, uciekł nam autobus na skwerze Hoovera, więc wybraliśmy pójście do kina, brak szczególnych oczekiwań.
Film (uwaga! zdradzam zakończenie): Mimo że tak samo oceniliśmy film, A. wyszła z niego smutna a ja – radosny. Ostatnia scena to scena pogrzebu, więc niby stanowisko A. było bardziej słuszne, ale należałoby fabułę oceniać w całości.
Na początku jest rudy kot, który przechadza się po uśpionym mieszkaniu. Na końcu też jest kot jak u Szymborskiej. Pomiędzy kotami jest fabuła, całkiem ciekawie poprowadzona i – co najważniejsze – z poczuciem humoru. Mimo pewnych momentów na krawędzi, ani razu nie wpada zupełnie w patos.
Bardzo terapeutyczny ten film dla widza. O seksualności mówiący bez zbędnej pruderii, ale też bez wulgarności lub rechotu, tak charakterystycznych dla współczesnej kultury. Galeria postaci przyjazna. (Nam najbardziej spodobała się chińska opiekunka i podrywający ją chiński portier). W mężu terapeutki można rozpoznać Adama, tajemniczego i doskonałego kucharza z „Przystanku Alaska”.
Słowa klucze: żelazne płuco, penetracja, Niepokalane Serce Maryi.
Ocena: 3,0/3,0
