Podchoinkowe (odc. 3)

(Witkacy, Portret Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów, 1922, stawisko.pl)

Dziś wspaniałomyślnie sporo wolnego czasu, żeby podciągnąć się w lekturze (na antresoli, w Parku Woli).

Już rok 1928. Straszno mi stawiać tę datę – tak daleko się zajechało już w tym XX wieku i jakoś smutno zarazem (29 I 1928).

Niesamowicie bliscy są mi Iwaszkiewiczowie w tej swojej odrębności, zupełnej inności. Dzisiaj szczególnie jakoś. Ta nasza p r z y j a ź ń to jest to najważniejsze (31 I 1928). Ludzie, nawet ci, którzy najbardziej się kochają, jak my, muszą się tak mijać, że nigdy nie mogą przeżywać ich jednocześnie (…) Tak cierpienia, jak i najgłębsze radości musimy widać przeżywać w jakiejś nieprzenikalnej izolacji (26 IX 1931).

Ze zwyczajów wymarłych w kulturze cyfrowej: odprowadzanie się na dworzec jako wyraz przyjaźni. Wraz z powszednieniem podróży, na dworcach jesteśmy coraz samotniejsi (na lotniskach może jeszcze nie).

(Niemniej nowe środki telekomunikacji bywają przydatne. Kilkanaście listów w pierwszym tomie dotyczyło m.in. ustalenia tego kto, Hania czy Jarosław, kupi kolejny tom Prousta. Aż chciałoby się rozpisać przebieg korespondencji w tej sprawie. A dziś jeden esemes. Pochopne mamy czasy.)

Nieznane nam subtelności epistolograficzne: Z pisania ołówkiem wywnioskujesz od razu, że leżę i dlaczego (4 IX 1931).

Dodaj komentarz