Nieistniejący

Postanowiłem dzisiaj wyręczyć kolegę R. w recenzowaniu reportażu, chociaż sam nie wiem, czy książka „Nasz mały PRL” jest reportażem, czy jego próbą.

Przede wszystkim autorom brak warsztatu. Patrick Declerck stając się – dla potrzeb badań – paryskim kloszardem, dokładnie przestudiował literaturę. Szabłowski i Meyza opierają się głównie na swoich wspomnieniach i powszechnie obecnych stereotypach o tym, czym był PRL.

Ja – na przykład – pamiętam coś innego. Nie pamiętam dań – substytutów jedzenia, przepisywanych z ówczesnych gazet i książek kucharskich, które gotuje współautorka. W moim dzieciństwie albo było schab, albo kopytka – żadnych obiadowych erzaców: mortadeli udającej kotlety, serków topionych udających zupę. Ba, nie pamiętam tradycyjnych ról społecznych w domu i wydaje mi się, że dwójka autorów w swej wierze w stereotypy poszła za daleko.

(Muszę przyznać: dużo lepiej pisze Meyza).

Jest kilka zdań wartych uwagi w „Naszym małym PRL”. Nawet coś sobie zaznaczyłem, ale był to – jak się okazuje – cytat. Są też wątki zabawne i parę rzeczy do przemyślenia. Po tym przemyśleniu doszedłem do wniosku, że największa różnica (i o tym właśnie jest ta książka) dotyczy rewolucji cyfrowej. Może PRL nie udało się odtworzyć autorom, ale udało im się przeżyć dzisiaj bez komórki, internetu i zdjęć cyfrowych.

Zacząłem sobie przypominać jak było kiedyś. Budki telefoniczne na poczcie na ulicy Radości albo w metrze Służew. Wypracowania na papierze kancelaryjnym. Listy czekające w skrzynce. Trzydzieści sześć zdjęć do wykorzystania.

(Nie wyobrażam sobie.)

Dodaj komentarz