
Mysz je ser, kot pije mleko a ja jestem klaunem.
„Klaun” to bajecznie kolorowa baśń o cyrku. Oczywiście rozlegną się głosy, że to twórczość wtórna wobec Felliniego, ale mimo to urzekająca bardzo.
Bo czy może nie urzekać melancholijno – depresyjny, introwertyczny klaun z prowincjonalnego cyrku, którego nie stać nawet na biustonosz dla cyrkowej primadonny?
Obok cyrku, w dodatku cyrku „Nadzieja”, bohaterem filmu jest właśnie brazylijska prowincja. Małe miasteczka, w których pojawienie się cyrku jest wydarzeniem godnym wizyty burmistrza. Pięknie filmowani ludzie.
Bardzo zabawne są epizody, w których pojawiają się aktorzy opisani w liście płac jako udział specjalny. Epizody teatralnie groteskowe, jak choćby ten z sędzią, który lubi ser i chciałby spędzić wieczór ze swoim kotem Lincolnem (biedak zaraził się świerzbem od ciotki, nałykał się sierści i musiano mu przeprowadzić operację żołądka).
Etos cyrkowca: kolejny wymierający zawód w epoce kultury masowej. (Motyw trochę jak z kinematografem w „Cinema Paradiso”). Bardzo sentymentalnie pokazuje „Klaun” cyrkowców i to też urzeka.
(Tutaj powinien znaleźć się spory etnologiczny przypis o cyrkowcach jako społeczności ludzi wyłączonych, tricksterach itp. Niestety, autor bloga posługuje się w chwili obecnej dyskursem nauk politycznych.)
Mysz je ser, kot pije mleko a ja jestem… no właśnie.
Słowa klucze: wentylator, koza (Śniło mi się, że zakochałem się w kozie), mapa Wenezueli.
(3,0/4,5)
