
(Festiwal. Najpierw nie ma miejsc na parkingu. Szyby zaparowane. Tłok wokół pałacu. Potem zaczynają się kolejki. Skąd się bierze tylu kinomanów, skoro kina studyjne świecą pustkami? I zajmowanie miejsc. Facet w rzędzie przed nami zajął sześć. Jakim prawem? – krzyknęła solarna blondynka z menem, którzy przyszli na „Słodką trzynastkę”. Przypuszczam, że tytuł zachęcał, stąd ten tłum.)
„Słodka trzynastka” (Little Thirteen) była filmem wtórnym wobec całej grupy filmów mówiących o dorastaniu dzisiaj, nizinach społecznych i rozbudzonej seksualności, z których najlepszy był „Fish Tank”. Zresztą reżyser nie mógł się zdecydować, czy chce stworzyć fresk społeczny o grupach defaworyzowanych, czy narysować intymny portret zagubionej nastolatki (trzynastolatki granej przez osiemnastolatkę), stąd zapewne sporo ciekawych a pourywanych wątków.
Najładniejsze w filmie były króciutkie obrazki z przystanków Berlina Wschodniego: facet z balonikami, dzieci na skakance, odjeżdżający tramwaj.
Słowa klucze: świnka morska, ogródki działkowe, puzzle
(1,5/2,5)
Zupełnie innym filmem były „Dzieci Sarajewa” (Djeca). W bardzo skondensowanej formie udało się pokazać całą panoramę bośniackich problemów: od nieuleczonej wojennej traumy, poprzez ubóstwo i korupcję aż po niesamowitą arogancję ludzi władzy. Pojawiający się w filmie Minister jest jakimś uosobieniem sku…syństwa, które gorsze niż u nas.
Film kameralny. Sarajewo szare i smętne. Główna bohaterka w swej roli wzruszająca. Niewiastę dzielną któż znajdzie? Jej wartość przewyższa perły.
Słowa klucze: ajfon, wątróbka, most
(3,0/4,0)
