Uchodźców z Lu. dzieje, tom II

 

Jak mogłem zapomnieć o K. – przyszło mi na myśl w Pekinie, gdzie przebywałem odcięty od sieci. Myśl o K. więc powraca, choć sama K. pozostała w Lu. i nie pasuje do tytułu oraz postawionej tezy. Jest takie słodkie zdjęcie, na którym siedmioletnia K. i siedmioletni autor bloga w uroczystych ubrankach (gdzieś mi się kołacze kokarda) wpatrują się w obiektyw. Siedzą w ostatniej ławce i słońce jest od ulicy Zuchów. Mija dwadzieścia pięć lat.

I jest niezwykłe postscriptum do tych wpisów. Wczoraj w osiedlowym kościele nagle się spotykamy z A., jedną z sióstr bliźniaczek, noszących kucyki i zawsze takie same ubrania. Z tym, że D. (mieszka w Szkocji) zawsze wydawała mi się mniej sympatyczna, a A. a i owszem. Więc spotykamy się z A. pod moim kościołem i ona już pięć lat mieszka pięćset metrów dalej. I jesteśmy zdziwieni, zadziwieni. Świat jest mały – mówimy. Czy tak sobie go wyobrażałeś w tej ławce, na drugim piętrze, w Lu., na ulicy Zuchów?

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s