Uchodźców z Lu. dzieje

P. jest panem dyrektorem w firmie o obcobrzmiącej nazwie. Z P. siedziałem parę lat w jednej ławce. Strasznie się denerwował przed kartkówkami. P. kiedyś do mnie zadzwonił jak nie był jeszcze dyrektorem w firmie o obcobrzmiącej nazwie a ja nie byłem jeszcze w tym tutaj urzędzie na poddaszu, ale mnie nie poznał. W Płocku P. pił kawę, gdy my śniadanie. P. ma embea i esgieha. Pomyśleć, że to ten sam P.

Rodzice G. posiadali bar przekąskowy koło kościoła na Czechowie. G. nie była zbyt sympatyczna. Ba, G. nie lubiłem z żywą wzajemnością. Kiedy wygrałem w konkursie wyjazd do Danii, rodzice G., ci co posiadali bar przekąskowy (pamiętam taką panią z dużym czarnym kokiem), taki sam kupili G. Potem G. starała się być jeszcze punkiem, ale to było już później. Teraz G. się loguje ze Służewca, pomyśleć.

Opowieść o J. powinna być długa. W końcu w drugiej klasie na kolanach prosiłem panią B., żebym mógł siedzieć z ukochaną. (A Babcia dodawała, że J. ma takie samo jak ona – panieńskie – nazwisko, więc to dobry wybór w drugiej klasie podstawówki). Potem nie odzywała się do mnie ani ja do niej przez te kolana (swoją drogą w moich wspomnieniach są jej opalone nogi). J. pracuje w wieżowcu, raz ją widziałem: Cześć! Dawno temu już było.

Ł., którego spotkałem któregoś razu w Lu., mówi, że w Lu. na Puławskiej chyba sam pozostał. Wszyscy stamtąd emigranci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s