Dziennik w innych fragmentach (początki sierpni)

Siódmego najbardziej lubiłem. Rżysko przy linii kolejowej we wsi Drygulec i drożdżówki z serem z żuka na poboczu. Pamiętasz jak fotografowaliśmy kapliczki w Ćmielowie, odgarniając pajęczyny z drzwi? Trawa koło plebanii, pompa.

Ósmy wstawał bardzo wcześnie rano. Jeszcze mokry świt, ale ósmy to dzień szczególny z górą pośrodku. Ósmy, wschodzące słońce. Ósmy, mgła. Spędziłem na tej drodze (w sumie) parę dobrych tygodni: po kilku latach zlewają się w jeden wielki tydzień, jedną wielką drogę z nimi wszystkimi.

Pamięć ma to do siebie, że imiona znikają dużo wcześniej niż twarze, po twarzach dopiero zacierają się wydarzenia. Ty wciąż tam jesteś taka sama. Ja wciąż tam jestem taki przedtem.

Chodziliśmy długo, doceniając coś, czego nie doceniało się na co dzień. Że żaden się nie powtórzy, nie ma dwóch tych samych nocy, tych samych spojrzeń w oczy.

(Jak sobie o tym pomyślę tu na poddaszu w Wa., to myślę, że bardzo już daleko, bardzo już długo.)

Dodaj komentarz