Wreszcie mogę się poznęcać nad książką. Uprzedzając od razu oskarżenia o homofobię napiszę, że rozochocony świetną fotografią Łazuki na okładce, jak się dało najszybciej zamówiłem „Gejerel. Mniejszości seksualne w PRL-u” naprawdę z dobrymi intencjami. Muszę się znęcać – jest to książka jakościowo marna.
(do s. 107)
„Gejerel” jest książką z tezą (czy mnie to dziwi?). Teza brzmi mniej więcej tak: grupą, która najbardziej ucierpiała w PRL-u byli homoseksualiści. Przeprowadzenie dowodu jest tym trudniejsze, gdyż sami zainteresowani nie są – w przeciwieństwie do autora – świadomi ucisku. Po akcji „Hiacynt” – symbolu traktowania homoseksualistów w PRL-u (s. 39) – skarży się zagraniczny działacz: Tylko dwie osoby napisały do mnie [na ten temat], choć potrafili pisać dziesiątki listów typu „chcę kogoś poznać” (s. 44). Nie może postawić Tomasik niepoprawnej, ale narzucającej się tezy, że chodziło jedynie o seks, a nie jakąś społeczność, kulturę, itd.
Tomasik wciąż się dziwi, że o homoseksualizmie (dobrze czy źle) mało się pisało. Czasem jedynie epizodycznie – żali się autor, nawet w reportażach prasowych i kryminałach jako temat marginalny. Jak to? Przecież niepodważalne w swej politycznej poprawności wyniki wskazują, że to 10% społeczeństwa? Z Tomasikowego zadziwienia wynika doszukiwanie się homoseksualnej krzywdy tam, gdzie jej nie było, np. w sprawach kryminalnych. W sprawie „wampira z Zagłębia” pomijane są czyny, które były przedmiotem procesu, a z Jana Marchwickiego, skazanego na śmierć, usiłuje się uczynić męczennika sprawy gejowskiej. Na Milka to on się wybitnie nie nadawał.
Wiem, że autor popełnił już jedną książkę o polskich pisarzach – homoseksualistach, ale rozdział o stosunku partii do homoseksualizmu okazuje się być fragmentarycznym bez pokazania pozycji Iwaszkiewicza i opozycji Zawieyskiego. Z tym, że na krytyce źródeł Tomasik wybitnie się nie zna, równie poważnie traktując prywatne listy różnych rozżalonych i stenogramy z posiedzeń KC. Nie liczcie na monografię!
(do s. 185)
Dlaczego nie powstały filmy o tematyce interesującej autora, chociaż mogłyby powstać i miałby o czym pisać? A tak pozostaje mu jałowe stawianie hipotez przy użyciu słów z języka krytyczno-politycznego (Patrz s. 145: Tomasik pisze lepszy scenariusz dla „Ziemi obiecanej”).
(do s. 312)
Lepszą też literaturę napisałby Tomasik, zwłaszcza pamiętniki. Wszystko w wersji nieheteronormatywnej. Bo jak śmie Barbara Skarga pisać, że na Syberii homoseksualizm był odrażający, jak śmie Wanda Półtawska w ten sposób pisać o Ravensbrueck. Cóż one mogą wiedzieć o traumie, jeśli nigdy nie musiały dokonać coming-outu?
(Dyskurs nieheteronormatywny jest jak widać równie empatyczny jak dyskurs arcyterlikowski. Po powyższych fragmentach zamierzałem książkę Tomasika umieścić, tam gdzie najlepiej pasuje: w koszu przy schodach na Plac Zamkowy. Ale nie, w autorze bloga zwycięża ciekawość.)
