Dz.U. Pictures presents „Nie ma tego złego”

Mgławo, szarawo, smutnawo. Duński dramat (nawet jak piszą, że komedia, wiadomo, że dramat) pasował idealnie. Zresztą duński dramat staje się dla mnie marką samą w sobie i wcale mi nie chodzi o Dogmę i von Triera, ale cały szereg dobrych i bardzo dobrych filmów, smutnych i bardzo smutnych (nawet jak piszą, że komedia).

(Smutne i bardzo smutne – w końcu do czegoś zobowiązuje filozof o nazwisku Cmentarz).

„Nie ma tego złego” opowiada, że los (przeznaczenie) może sprawić, że miłość swego życia znajdziesz nawet będąc aktorką filmów porno w wersji sado-maso (choć czy to miłość życia – do końca nie wiadomo). Scenariusz mógłby napisać Etgar Keret, gdyby pisał scenariusze do duńskich dramatów. W dodatku okazało się, że to film świąteczny z kolędą na końcu, ale w tej kolędzie, w tym happy endzie – muszę przyznać – było coś absurdalnego.

(Niestety obraz duńskiego dramatu zaburza kopia cyfrowa bardzo słaba w kinie „Kultura”).

(3,0/3,0)

Dodaj komentarz