Dziennik łączący różne wątki z poprzedniego tygodnia

„Dziennik norymberski” nie jest lekturą łatwą. Jest jednak bardzo dobrym studium fanatyzmu, który w hitlerowskich Niemczech przybrał rozmiary zbrodnicze, ale który w mniejszym lub większym stopniu pojawia się w ideologii lub polityce (nawet tej nadwiślańskiej). Największe wrażenie robią ostatnie strony (jak we wczorajszym filmie): zestawienia świadectwa masowej egzekucji (ojciec prowadzący dziecko i wskazujący na niebo) oraz reakcji osądzonych na wyroki śmierci.

Upał taki. Krakowskie opustoszało: odkąd wyjechali kibice z Rosji zrobiło się jakoś pusto i smutniej. W restauracjach wyczekiwanie. Znowu szkolne wycieczki najczęściej. Nieodparte mam poczucie wstydu, że Rosjanie zapamiętają Wa. głównie z powodu fanatyzmu.

Jeszcze jednym, opustoszałym znakiem są autobusy z Lu. jeżdżące na plac Wilsona. Traktuję je sentymentalnie. Wsiadam, żeby poczuć się, że jestem w Lu., że tak blisko to wszystko, co było moje. I nieważne, że przez Żoliborz, bo równie dobrze to dwadzieścia sześć.

Film na dzisiaj, „[Rec]”, naprawdę ciarki. Boję się – to mało powiedziane. Zupełnie inaczej się ogląda niż wczorajszy amerykański. Chyba powinienem zapalić światło w mieszkaniu. Spokojnie, Jenny.

Dodaj komentarz