Chyba w ten weekend, zrozumiałem – przyglądając się grafice na pierwszej stronie gazety – że nie żyje. Inaczej niż w przypadku arcybiskupa Józefa (już rok) albo Evory (czerwiec, Krakowskie, ile razy można pisać), dla mnie ona z kości słoniowej. Nieodczuwanie obecności wpływa na późniejsze uświadomienie sobie nieobecności.
Jak to jest na porannym obchodzie, spoglądać w wykres temperatury na łóżku „Szymborska, Wisława”. Czy da się tak bez patosu podawać kroplówki.
Starej daty, to znaczy starego świata, kiedy wolno palić i pić kawę i pasjonować się literaturą. (To samo, co mnie tak zafrapowało w Sarajewie.)
Gdyby żyła, mogłaby się dowiedzieć, że są uniwersalne wartości i polskie wartości. Polscy poeci piszą o polskich wartościach i to sprawia, że są wartościowi. Uniwersalne wartości Polaków nie obchodzą, pachną nawet inaczej.
Polscy poeci piszą też o polskich drzewach. Polskim drzewem jest polska wierzba. Na równinie na pewno wierzba nie rośnie, bo nie pisałby o niej ów stary Litwin. Pewno wierzba rośnie w Milanówku. Czy wierzba się nadaje do wieszania zdrajców?
