Jarosław I. Na manowcach

 

(Strasznie dużo miałem pomysłów w trakcie lektury, nawet gotowych zapisków na gorąco. Czy Jarosław I. nie jest wielki, czy nie wyrasta ponad to, co piszą o nim np. Kisiel i Słonimski? Że on tak Rzym jak ja. Że obawiam się, że ja też: pogłaszcz mnie a oni nie głaszczą. Dlaczego ulicy Iwaszkiewicza nie ma w Wa., bo w Wesołej się nie liczy? I to, że coraz bardziej starość widać w zapiskach, zgorzkniałość, zgryźliwość, i to, że chciałby zostać papieżem.)

A potem następuje 23 grudnia 1979 r.: Dziś o g. 14.40 umarła Hania. Po takich mękach ostatnia chwila była spokojna i niespodziewana. Amen (s. 606).

Kolejne wpisy zupełnie tracą rezon. Czuć w tym, że to była, mimo wszystko, miłość i że kończy się świat. Ostatni z 10 lutego 1980 r., potem tylko przypis (s. 622). Kiedy urodzi się autor bloga, Iwaszkiewicz nie będzie żył już od kilku tygodni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s