Dz.U. Pictures presents „Czarna Wenus”

(Dzisiejsza recenzja opiera się najpierw na wyrzutach sumienia. Że H. i R. z Nowego Światu wciągnęliśmy do kina na film stanowczo niepiątkowy ani niesobotni. Tylko Dż. udało się uciec, bo życie towarzyskie od prywatnego rozsądnie rozdzieliła. Tyle osobistych wstawek.)

Dłużył się. Niemiłosiernie się dłużył. Autor bloga spoglądał na zegarek, R. spoglądał na zegarek. Reżyser nie spoglądał na zegarek.

Dla mnie był to film o skazie pierworodnej europejskiej antropologii. O białych europejskich mężczyznach prowadzących mądre pomiary czaszek u preparatów z dzikich krajów, którym bliżej do orangutanów niż do Europejczyków. O paryskiej Musée de l’Homme, tej legendarnej dla etnologów placówce, która kolekcjonowała ludzi tak jak się kolekcjonuje motyle, minerały i znaczki. Ponury film o nieludzkiej humanistyce.

Pewnie dlatego uważam, że najmocniejsza scena miała charakter dokumentalny i wyświetlała się na napisach końcowych.

(2,0/2,5)

Dodaj komentarz