Arcyksięcia nam zabili, przy palmie

Występ bałkańskiej orkiestry dętej pod empikiem może być nie lada atrakcją, jeśli tylko przechodzisz, cykasz fotkę albo nudzi ci się na przystanku.

Gorzej, gdy w towarzystwie bałkańskiej orkiestry dętej spędzasz kilka godzin. Pierwsze minuty to odmiana od monotonii biurkowej. Otwierasz okno i już siekiera, motyka.

Po jakimś kwadransie zaczyna cię to nudzić. Starasz się skupiać na czymś innym, drobisz literki, ale puzon w twoim mózgu nieubłagany.

Melodie powtarzają się, toteż po pierwszej godzinie znasz już cały repertuar tortur na trotuarze. Marzysz, żeby sobie poszli. A oni nic.

Po dwóch godzinach grają „Flinstonów”. Teraz już rozumiesz genezę wojen na Bałkanach. Sam zresztą masz ochotę na mały konflikt zbrojny. Ale to cię powstrzymuje: nie strzelać do tubisty, póki dla nas gra.

(Teraz marzę o symfonikach pod empikiem.)

Dodaj komentarz