
W zeszłą środę, gdy zobaczyłem plakat i Janusza Gajosa w stroju kardynalskim, wiedziałem, że muszę obejrzeć „Lorenzaccio”, mimo że to dramat romantyczny.
Ja bardzo ukontentowany, A. mniej: narzeka, że klasyka. Scenografia oszczędna, zimna, piękna. Rada Ośmiu w końcowych scenach! Gajos znakomity, tytułowy bohater również.
Trudno nie doceniać wymowy tekstu o władzy świeckiej i kościelnej, która upadla i korumpuje i o ludzie, któremu przejadły się rewolucje, więc woli po tyranie wybrać tyrana. Zamachowski podwójnie!
(Dyskusja numerologiczna o wymowie liczby sześć, jeśli chodzi o śmierć Medyceusza, taka jak szukanie magii dat po kwietniu ubiegłego roku.)
Kolejne przygotowania do zwiedzania Florencji.
