Przyjazd w piątek

Pociągiem do Lu. nie wjeżdżałem już chyba od roku. Pojawiają się wzgórza a na mnie nostalgia. Miasto pożera białe pola. Każdy widok jako suma wspomnień.

Potem gorzej jeszcze: dwadzieścia osiem, plac dworcowy, nie ma już budki lotto, pod którą mieszkały czarne koty. Czekam na ciebie i kasztany kwitną, chociaż luty.

Czasem wydaje mi się: moja dusza zupełnie prowincjalna.

Dodaj komentarz