Wczoraj pozostaliśmy jacyś tacy skupieni do nocy. Jakoś nie mogąc się uspokoić po filmie.
Nasza religijność pragnie namacalności, świętych obrazków, cudów i objawień, a oni byli wierni wobec Milczącego. Dużo trudniejsza wersja chrześcijaństwa.
Poszukiwania w sieci: niezwykle żarliwy testament ojca Christiana, film z rodzinnymi wspomnieniami.
Ta scena z winem i „Jeziorem łabędzim”. Dobrze, że chusteczki i wcale nie katar.
Jeden film zamiast setki litanii.
(Paweł T. Felis jak zwykle na posterunku. Jak zwykle nic nie rozumie z tego, co ogląda. Jak zwykle szkoda czytać.)
